KONCERT – ATRAMENTOWA – RECENZJA

Mówiąc szczerze… miałem mieszane uczucia przed koncertem Stanisławy Celińskiej, głównie za sprawą swojej niewiedzy. Myślałem, że po koncercie Edyty Geppert nic mnie już nie zdziwi, a raczej nie zadziwi swoim głosem… myliłem się.

Lizanie bez papierka

Pani Stanisława to nie tylko niezwykła osoba, nieprzeciętny charakter, ale również potężny, kojący zmysły głos. Panią Stasię można śmiało zaliczyć do grona artystów, których wykonanie na żywo jest lepsze niż to nagrane na plastikowym krążku. Choć w przypadku „Atramentowej” nie jest to plastikowa, a platynowa płyta – i z całą pewnością zasłużyła na swoje miano. Dzięki temu, że krążek utrzymany jest w klimatach smooth jazz, miałem wrażenie że przeniosłem się do czasów amerykańskiej prohibicji z lat 20., kiedy to ludzie zamiast alkoholem, upijali się muzyką. Oprócz jazzu były rytmy latino, barwy cygańskie i poetyckie. Wykonanie koncertowe to symboliczne pozbawienie lizaka papierka i delektowanie się tym co najlepsze. Swoją wielką zasługę w tym wszystkim mają muzycy.

„Chłopie! 16 lat je zbierałem”

Od razu widać, że Pani Stanisława kocha swoich muzyków, prawdziwą matczyną miłością, a oni odwzajemniają się grą na światowym poziomie. Fortepian (Wojtek Olszewski), gitary (Kuba Frydrych), kontrabas (Krzysztof Samela), wiolonczela (Tomasz Lisiecki), akordeon (Janusz Muraszko), saksofony (Paweł Pełka), instrumenty perkusyjne (Maciej Giżejewski), perkusja (Maciej Muraszko) – te wszystkie instrumenty stanowiły filary muzycznego arcydzieła, które usłyszeliśmy 19 lutego w Sali Teatralnej Pałacu Kultury Zagłębia. Każdy z nich był elementem całości, a zarazem osobnym, wyrazistym akcentem. Tworzyły one magiczną atmosferę – w trakcie piosenki „Wakacje z deszczem” słyszeliśmy deszcz i watr, z kolei w „Pieśni cygańskiej” muszelki i grzechotki. Wszystko za sprawą zbiorów Macieja Giżejewskiego, który kolekcjonuje instrumenty z całego świata, od 2000 roku. Większość oprawy muzycznej była zasługą menadżera Pani Stanisławy – Macieja Muraszko, grającego również na perkusji. Trudno doszukać się jakiegokolwiek minusa, jakiegoś najmniejszego fałszu czy złamanej nuty. Znaleźć natomiast można prawdziwą muzykę, dreszcz na plecach i melancholijny nastrój „upojenia muzycznego”.

Najdłuższe owacje jakie widziałem

Powiem wprost. Koncert „Atramentowa” w wykonaniu Stanisławy Celińskiej i jej zespołu to majstersztyk. W mojej ocenie 9,5/10 punktów. Pozycja repertuarowa dla każdego, kto jest dojrzałym słuchaczem – umie docenić muzykę i za jej sprawą odrywa się od codzienności. Podsumowując… świetna muzyka, niesamowity głos, unikalny kontakt z publicznością… to musiało zakończyć się potrójnymi owacjami na stojąco. Dlatego jeśli będziecie mieli okazję iść na koncert, to zróbcie to śmiało.

Jeśli chcecie obejrzeć pałacowy wywiad z Panią Stanisławą zapraszamy tutaj: WYWIAD

Nie ma zdjęć w tej galerii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *