W OSTATECZNOŚCI ZŁA – RECENZJA

Nowego filmu Larsa von Triera, podobnie jak wszyscy zagorzali miłośnicy twórcy na całym świecie, wyglądałem z utęsknieniem i tremą. Co nowego zafundował nam słynny prowokator, dekonstruktor światowego klina? Czy będziemy mieli do czynienia z arcydziełem, jak w przypadku Melancholii, czy z ambitną porażką (patrz: Antychryst)? Lars von Trier to twórca totalny, nawet w swych najbardziej kontrowersyjnych odsłonach. Udało mu się stworzyć własny, niemożliwy do podrobienia język narracji filmowej. Jego dzieła to wieloznaczne parabole, za pomocą których reżyser bada granice tego, co wyrażalne. Artysta przyzwyczaił nas do formalnych eksperymentów, przewrotności i zadawania niewygodnych pytań. Jego osobę otacza nieustanna aura skandalu. Duńskiemu reżyserowi i tym razem udało się wszystkich zaskoczyć. Stworzył bowiem obraz przewrotny i wieloznaczny, stanowiący rodzaj podsumowania całej dotychczasowej drogi twórczej.

Dom, który zbudował Jack umiejętnie gra na emocjach i oczekiwaniach widza, oscylując na granicy dobrego smaku i nieustannie narażając na szwank nasze dobre samopoczucie i moralny komfort. Główny bohater, tytułowy Jack (znakomity Matt Dillon) jest seryjnym zabójcą i estetą, rozmiłowanym w sztuce niespełnionym architektem. Ramą filmu jest rozmowa, którą protagonista toczy z enigmatycznym Verge’em (w tej roli Bruno Ganz). Przybiera ona formę wyznania, o tyleż osobliwego, że wymykającego się standardowym wyznacznikom konfesji. Jack bowiem opowiada o swoich morderstwach z beznamiętnością i dezynwolturą, nie próbując się usprawiedliwiać, ani niczego przemilczać. Pełen samozadowolenia bezwstyd, poczucie wyższości podbudowane niewątpliwą inteligencją i niezakamuflowana pogarda wobec ludzkiego życia – to tylko powierzchnia. Tak naprawdę, Jack uważa się za artystę, a swoje zbrodnie stylizuje niczym dzieła sztuki. Nie bez kozery jako rodzaj przerywnika pokazywany jest fragment nagrania z Glenem Gloudem przy fortepianie; wszystkie czyny Jacka zdają się być powodowane dążeniem do perfekcji i niezgodą na rzeczywistość, która wyśrubowanych standardów nie spełnia. Intertekstualnych tropów jest tu zresztą więcej: Jack w pewnym momencie cytuje wiersz Williama Blake’a Tygrys, w rozmowie z Vergem pada nazwisko Goethego i reminiscencje z II wojny światowej; to, co mogłoby się stać opowiastką o seryjnym mordercy staje się erudycyjnym traktatem o moralności sztuki i etycznej odpowiedzialności artysty.

Von Trier dokonał nader przekornej wolty, czyniąc ze swojego bohatera rodzaj lustra, w którym mogą przejrzeć się wszyscy artyści. To również gest autotematyczny; reżyser stawia pod znakiem zapytania własną drogę twórczą. Czy artystyczny efekt usprawiedliwia inwersję moralności? Czy w przypadku sztuki w ogóle można mówić o etyce? Czy zło, stając się elementem kultury nie przeistacza się czasem w rodzaj kliszy, paradoksalnego usprawiedliwienia dla bestialskich czynów? To jedne z wielu pytań, które krążą po głowie widza po zakończonym seansie. Von Trier serwuje w najwyższym stopniu dwuznaczne zakończenie, każące nam zadać pytanie o to, czy czasem nasze etyczne kategorie i wyobrażenia na temat dobra i zła nie są tylko efektem kiczowatej fiksacji na pewnym mitycznym obrazie, którego źródła nie są nam znane. Reżyser buduje swoją opowieść na permanentnym kwestionowaniu naszych przesądów. Von Trier w swoim filmie zdaje się podważać również nasz sposób postrzegania i pokazywania przemocy. Czy twórca, który usiłuje ukazywać zło w swoim dziele, nie czyni go jedynie efektem pewnej estetyki?

Najnowsze dzieło duńskiego skandalisty nie wszystkim się spodoba. Reżyser raz jeszcze udowadnia, że nie istnieje dla niego tabu i wszelkie świętości ma za nic. Rzadko kiedy zdarza się film, który samego siebie w sposób równie bezwzględny by kwestionował. Gra, którą toczy z nami twórca, dotyka samych podstaw naszej kultury. Nie każdy uzna tak dogłębna wiwisekcję za uzasadnioną. Von Trier, podobnie jak w innych swoich filmach, pyta o samą istotę języka filmowego i granic postrzegalnego. To odważny obraz, nie wolny od dwuznaczności, pełen cytatów, acz nie przytłoczony erudycją. Seans obowiązkowy, dla fanów i nie tylko. Moja ocena tego filmu to 9/10 punktów. Tytuł możecie oglądać w pałacowym Kinie Kadr od 25 do 30 stycznia o godzinie 19:30.

Autor: Grzegorz Marcinkowski

Fot.: Dystrybutor filmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *