Wierzyć w marzenia i nie bać się ich realizować – Golec uOrkiestra DDG 2015

Jakże crazy był my life, kiedy dowiedziałem się, iż bracia Golec udzielą mi wywiadu po koncercie zwieńczającym Dni Dąbrowy Górniczej 2015. Pomimo, że nie był to „Młody Maj”, a raczej jego ostatnie podrygi, to burzyła się w żyłach krew na myśl o spotkaniu. „Pieniądze to nie wszystko” – pomyślałem i „kupiłek lorentkę”, by już z daleka zobaczyć konie pędzące po betonie. Podjechali pod scenę, weszli na jej deski, usłyszałem radość publiczności, mówię: „po koncercie szykuje się ściernisko” – myliłem się. Golec uOrkiestra zafundowała na najwyższym poziomie, muzyczne San Francisco… i choć „gdy widzę słodycze to kwiczę”, to od dziś kwiczę, gdy ich widzę.

Lafik: tradycyjne pytanie… jak się grało na Dniach Dąbrowy Górniczej?

Łukasz: Noooo świetnie się grało… po pierwsze wspaniała publiczność, świetnie to dzisiaj przygotowane, zorganizowane, dopięte, że tak powiem w najmniejszym szczególe no i pogoda, przede wszystkim pogoda, która nas ładnie przyjęła, słoneczko świeciło cały dzień. Mamy teraz godzinę 22.10 no i dalej jest ciepło, tu wszyscy w podkoszulkach chodzą – to jest chyba taki główny warunek pomyślności imprezy, dlatego na pewno będę mile wspominał ten koncert.

Paweł: Przede wszystkim bardzo fajna aura była, pogoda to jest bardzo ważny czynnik jeśli chodzi o koncerty plenerowe, jak jest ciepło – jak dzisiaj – to zupełnie inaczej dźwięk na scenie pracuje. Mamy instrumenty, które są związane z temperaturą… skrzypce, trąby, jak jest troszkę wilgoci, jest trochę chłodniej to wtedy już inaczej pracują, a dzisiaj było bardzo dobrze pod tym względem, tym bardziej nam się dobrze grało. Publiczność fantastyczna, bardzo duża rozbieżność – było mnóstwo małych dzieci, ludzi w starszym wieku i młodzieży, plac full nabity – fajnie się wtedy gra, jest energia, która przychodzi od ludzi do nas i my oddajemy ją na zewnątrz, także wszystko pod tym względem było „na 102”.

Lafik: Czym byłaby kultura bez muzyki pop/folk?

Paweł: Przede wszystkim jest w Polsce parę zespołów, które sięgają do ludowości np.: Enej, Zakopower, czy chociażby zespół Skaldowie, z którymi będziemy grać na Festiwalu w Opolu, to jest bardzo ważne, to jest piękne, to nas wyróżnia.

Łukasz: Kultura byłaby bardzo uboga, wiadomo pop/rock tego jest wszędzie pełno i właściwie to nic odkrywczego nie jest. Można robić wierne kopie tego, co dzieje się na Wyspach Brytyjskich, można robić wierne kopie tego, co dzieje się Stanach Zjednoczonych, ale po co komu tutaj w Polsce druga Rihanna, po co komu w Polsce druga Beyonce, po co w Polsce druga Madonna… Ja uważam, że jednak wartością jest to, że my się pokazujemy, my sprzedajemy siebie, my stanowimy o marce – sięgając do korzeni promujemy swoja kulturę, która jest piękna i szlachetna, i może zachwycić również za oceanem. Golec uOrkiestra jest doskonałym przykładem tego, że tak się dzieje, bo za nami właściwie jedenaste tourne po Stanach, przychodzą  Amerykanie i Meksykanie, i różne narodowości na nasze koncerty, mamy już dwie kolejne trasy umówione – to są duże wydarzenia, po kilka tysięcy osób przychodzi na taki jeden koncert i właściwie ci ludzie się zachwycają, że gramy na takich dziwnych instrumentach karpackich, że łączymy rock’n’rolla z takim pazurem góralskim. Jest to bardzo atrakcyjne dla takiego „zewnętrznego” odbiorcy.

Lafik: Kolejne pytanie zadaję wszystkim dzisiaj, jak widzicie swoją przyszłość za 10 lat?

Łukasz: Mam nadzieję, że nie wyłysiejemy (śmiech). Mam nadzieję, że kucyki będziemy mieć dalej (chociaż trudno prognozować), że będziemy w formie… dopiero 50-kę będziemy mieć, więc pełna forma no i parę hiciorów nam przybędzie, kilka dużych wydarzeń – póki co nie zamierzamy przejść na przedwczesną emeryturę. Póki co trzeba trąbić, trzeba tworzyć, trzeba cieszyć swoja twórczością ludzi i tu i tam, i tam i tu – to właściwie jest nadal nasza pasja, pomimo iż Golec u Orkiestra jest już 16 lat na polskim rynku. Cały czas nas rajcują koncerty, wyjazdy i rozjazdy… to jest wspaniała sprawa i wspaniała przygoda.

Paweł: To co robimy, to również bardzo lubimy i to jest naturalne, tym bardziej nam sprawia przyjemność granie, śpiewanie. Nasza praca jest połączona z przyjemnością, dlatego każdy koncert jest czymś, co nas rajcuje – za 10 lat zespół Golec uOrkiestra będzie w „debeściarskiej” formie.

Lafik: Wasze marzenia, oprócz tego żeby nie wyłysieć?

Łukasz: Nagrać sporo fajnych piosenek, sporo fajnych przebojów. Od 2003 roku zajmujemy się swoją fundacją, która krzewi kulturę na Żywiecczyźnie, uczymy dzieci grać. Mamy 160 uczniów – dzieci uczą się na skrzypcach, na heligonkach, na baskach góralskich i innych nietypowych instrumentach i to takie marzenie, żeby dalej się to fajnie kręciło, żeby było zainteresowanie tą muzyczną edukacją i żeby się rodziły nowe, młode talenty.

Paweł: Marzenie jeśli chodzi o zawód nasz, przed nami koncert, który rozpracowujemy od wielu lat, czyli koncert symfonicznie-etnicznie, docelowo chcemy zrobić ten koncert z takim większym rozmachem. Koncert telewizyjny, na który zagrałyby również dzieciaki z fundacji, chór gospel oraz artyści z różnych części świata grających na unikatowych instrumentach ludowych, co bardziej wzbogaci ten nasz materiał no i to zarejestrować w pięknej aurze gór lub to góry przenieść do studia nagrań z zastosowaniem greenbox’a – to jest najbliższy i najbardziej sprecyzowany cel i niewątpliwie marzenie, po które za chwilę sięgniemy.

Lafik: Na koniec krótkie przesłanie dla młodych ludzi.

Łukasz: Żeby mieć marzenia, bo jednak my też jesteśmy młodzi cały czas i cały czas mamy marzenia, ale właściwie naszym marzeniem od początku było założyć kapelę, nikt nam w tym za bardzo nie pomagał, sami wzięliśmy sprawy w swoje ręce, ale wierzyliśmy w to, że to poniesie. Zaczęliśmy na początku bardzo lokalnie, a później rozdmuchało się bardzo szeroko, ale to właściwie było marzenie, w które mocno wierzyliśmy i na tym marzeniu nie poprzestaliśmy i dalej kontynuujemy to dzieło – o ile tak to można nazwać – krótkie przesłanie: wierzyć w marzenia i nie bać się ich realizować, bo tak naprawdę od nas wiele rzeczy zależy.

Paweł: Często marzenia wynikają z doświadczeń starszych ludzi. Ostatnio czytam taką książkę… australijskiej Pani doktor, która pracuje w hospicjum z ludźmi, którzy krótko mówiąc mają ostatnie tygodnie swojego życia i ona na podstawie tych właśnie rozmów z tymi ludźmi, spisała 5 najbardziej potrzebnych rzeczy dla każdego człowieka. Pierwszą rzeczą, którą ludzie na ostatniej drodze żałują, że nie żyli własnym życiem, czyli żyli pod czyjeś dyktando, pod popkulturę, pod różne społeczności lub pod naciskiem teściowej, teściów – nie byli przez to szczęśliwi. Druga sprawa – nie mieli na tyle odwagi żeby zrobić takie rzeczy, które by ich naprawdę cieszyły, a bo się boją, a bo nie wypada lub brakło odwagi. Trzecia rzecz, żeby nie przepracowywać się. Wielu ludzi na ten przykład żałuje… gdyby mogli cofnąć czas to na pewno nie poświęciliby tak dużo czasu pracy, woleliby go poświęcić rodzinie, dzieciakom, swojej żonie, by być blisko z nimi. No i czwarta to relacje, żeby one były bardzo zdrowe. Na piątym miejscu… nie wiem dlaczego dopiero na piątym, ale jest tam właśnie przyjaźń, czyli więzi z przyjaciółmi , którzy po prostu są do końca życia. Myślę, że z tych pięciu rzeczy młodzi ludzie mogą sobie wyciągnąć coś – krótko mówiąc to jest podpowiedź jak można żyć , żeby każdy dzień przeżyć naprawdę wartościowo, bo jutro może nas po prostu nie być.

Redakcja bloga „Za Kulisami” Pałacu Kultury Zagłębia również podpisuje się obiema rękami pod powyższym przesłaniem, życząc zespołowi Golec uOrkiestra spełnienia marzeń i wielu, długich lat na polskiej scenie muzycznej. Hej!

 

Zdjęcia: Grzegorz Drygała

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *