LETNIA SAMOTNOŚĆ: INSTRUKCJA OBSŁUGI

Kończy się czerwiec, miesiąc wątpliwych epifanii na ogórkach działkowych, urlopowych planów, nieoczekiwanych metamorfoz. Jesteśmy już przytłoczeni nadmiarem wątpliwej nadziei, upałem i toksycznym entuzjazmem naszych drugich połówek, ciągnących nas uparcie na kajakową wycieczkę po Przemszy. Dlatego wielu z nas wybiera letnią hibernację jako jedyną szansę, aby słońce, widok sąsiada w podkoszulku, zwęglone na domowym grillu szaszłyki oraz perwersyjna radość bliźnich nie doprowadziły nas do załamania nerwowego. Dobrowolnie wybrana samotność jest lepsza od samotności wśród ludzi, pomiędzy jednym łykiem kasztelana a drugim, w oparach potu, wieprzowiny i sosu czosnkowego. Wyobraźcie sobie że świat jest tylko wasz, złożony z ulubionej muzyki, książek i filmów, starannie impregnowany na wpływy z zewnątrz. Zamknijcie się w mentalnej bańce z wyciszonym dźwiękiem i zapomnijcie, że istnieje coś takiego jak drugi człowiek. Oto kilka propozycji, które pomogą wam się opancerzyć na całego.

  1. David Foster Wallace

Pisarz wybitny, dla pokolenia amerykanów których wchodzenie w dorosłość przypadało na lata 90-te wręcz emblematyczny. Wnikliwy krytyk późnokapitalistycznego konsumpcjonizmu, duchowej pustki i uzależnienia od mediów. Uczulony na panującą w kulturze ponowoczesnej panironię, swoim charakterystycznym stylem próbował reanimować etyczny wymiar literatury. Uchodzi za mistrza przypisów, którymi gęsto opatrywał długie zdania swoich dzieł. Jego cechą rozpoznawczą jest kliniczna szczegółowość, żonglerka idiomami i wyostrzona samoświadomość. Jego największym dziełem jest monumentalna powieść „Infinite Jest”. Po polsku dostępne są dwa zbiory opowiadań: „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” i „Obecność” oraz zbiór esejów „Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię”. Warto zatonąć w świecie Wallace’a co najmniej na kilka dni. Leczy z wielu obsesji i rodzi kilka nowych.

Źródło zdjęcia: Literary Hub

  1. Twin Peaks. Powrót

Po 23 latach wreszcie powracamy do Czarnej Chaty. Reaktywacje klasyków to za każdym razem duże ryzyko. Jednak po emisji siedmiu odcinków z planowanych osiemnastu, można śmiało odetchnąć z ulgą. David Lynch zafundował nam intensywną podróż. Przez nowe „Twin peaks” warto przedzierać się mając w pamięci inne filmy reżysera: „Mullholand drive” czy „Zagubioną autostradę”. Czeka nas niezdrowa dawka surrealizmu, wiele dziwacznych scen i zapadających w pamięć postaci. Jak zwykle pytań jest więcej niż odpowiedzi, a o zawrót głowy nietrudno. Sądzę, że do samego finału będziemy trzymani w napięciu. Z pewnością warto czekać.

Źródło zdjęcia: The Hollywood Reporter

  1. Mariusz Lubomski

Piosenka poetycka to z pewnością danie dla szczególnie wybrednych koneserów, jednak w tym wypadku każdy jako tako wrażliwy słuchacz znajdzie coś dla siebie. Charakterystyczny wokal, niezwykłe teksty, umiejętne łączenie elementów klasycznego bluesa z jazzem i tradycją piosenki francuskiej, to tylko niektóre elementy tego niezwykle fascynującego zjawiska. Polecamy szczególnie płytę „Ambiwalencja” z 2008 roku, na której trudno znaleźć słaby numer. Takie kawałki jak „Złe towarzystwo” i „Żeby” zostaną z wami na długo.

Źródło zdjęcia: You Tube

To tylko szczyt góry lodowej, bowiem pretekstów by zniknąć otoczeniu z oczu jest bezliku. Wielu z was ma z pewnością własne listy przebojów i rankingi. Cokolwiek przyspiesza wam krążenie, cokolwiek podwyższa ciśnienie tętnicze jest na pewno więcej warte niż kolejna godzina z wujkiem Marianem sadzącym soczyste dowcipasy o lekarzach i blondynkach, albo depresyjna popijawa pod klatką. Jedynym światem wartym zachodu jest ten w waszej głowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *