CHOINKO, ZOSTAŃ WŚRÓD NAS!

O, choinka! Skąd ta popularność?

Drzewko świąteczne towarzyszy ludziom od wieków. Jego tradycja wywodzi się nawet z czasów przedchrześcijańskich, jako symbol życia i odradzania się, trwania i płodności. Choinka bożonarodzeniowa zaczęła być na stałe obecna w domostwach już w XVI wieku – w protestanckich regionach Niemiec. Jej urokowi wkrótce nie zdołali się oprzeć katolicy i tak choinka przebojem dotarła do naszego kraju (XVIII/XIX w.), zastępując tradycyjne dekoracje z jemioły i snopów zboża.

Teraz trudno wyobrazić sobie święta bez choinki. Europejczycy obchodzą święta niezależnie od faktu, czy są osobami wierzącymi, bo to czas szczególny i ważny dla ludzi. Podobno choinki dekorują w świątecznym czasie również zamożne Arabki, prześcigając się w ich strojności. Natomiast polskie celebrytki regularnie nie wytrzymują napięcia w blokach startowych, pikując w falstart. Niegdyś choinka ozdabiana była jabłuszkami, orzechami, pierniczkami, dekoracjami z bibuły i słomy, teraz – na tysiące sposobów, wraz ze zmieniającą się modą i upodobaniami. Napisano o niej wiele kolęd i piosenek, wierszyków i opowiadań. W opowieści „Dziadek do orzechów” choinkowe figurki ożywają, stając się bohaterami bajkowej historii…

O, choinko, bardzo podobasz mi się!

Jak od wielu, wielu lat, ja również zabrałam się za strojenie choinki. Nasze „drzewko” jest z tworzywa sztucznego, zakupiliśmy je w pierwszym roku małżeństwa, a więc już niemal 30 lat temu… Samo w sobie nie jest może zbyt piękne – w tym roku kusiło mnie, by kupić nową, ładniejszą, bardziej imitującą żywe drzewko, ale mąż – gość raczej racjonalny – postarał się wybić mi to z głowy (mamy kryzys!). Pewnie i słusznie. I skutecznie. W końcu została zakupiona jeszcze przed narodzinami naszych dzieci i towarzyszyła nam przez wszystkie te lata. A to całkiem spory kawał życia.

Wyciągając poszczególne ozdoby z kartoników, owinięte dodatkowymi papierkami, woreczkami, odtwarzałam na nowo w pamięci momenty ich przyjścia do naszego domu. Niektóre subtelnie piękne, inne nieco kiczowe, jeszcze inne już podniszczone, te pamiętające tandetę głębokiej komuny, tamte zaś robione ręcznie z masy solnej…

Obiektywnie – wiele z nich pięknych nie jest, ale dla mnie to małe cacka, moje skarby. W ich blasku odbijają się ważne chwile mojego życia: te wesołe, smutne, wzruszające. Oczekiwanie dobrego czasu, nadzieja na pomyślność, ludzka bliskość i serdeczność.

Najstarsza bombka którą mam, to malutkie, niebieskie, wypłowiałe serduszko. Pamiętam je od wczesnego dzieciństwa. Miałam 5 lat, kiedy w moim przedszkolu poproszono o przyniesienie po jednej bombce na choinkę. Mieliśmy jeszcze drugie takie samo serduszko – różowe. Zaniosłam je w pudełku wyściełanym watą, jak największy skarb. Niestety, kiedy już wisiało na choince, ktoś rozbił moje serce, a ja poczułam, jak na plasterki kroi się moje własne…

Jest szklany bałwanek w filcowym kapeluszu i zielony sopel – jedyny ostały z zestawu, z mojego rodzinnego domu, z dobrych czasów, kiedy cała rodzina była w komplecie… Są ozdoby z masy solnej, które wspólnie z moją pięcioletnią wtedy córką przygotowywałyśmy na święta tuż przed narodzinami mojego syna… Są dwie porcelanowe figurki – Mikołaja i białego niedźwiedzia, zdobyte za punkty z zakupu hektolitrów niezdrowego napoju gazowanego… Są klasyczne kuliste bombki z kilku dekad, otrzymywane i kupowane przez wiele lat… Jest w końcu szpic i kilka srebrnych bombeczek – sopli i szyszek z choinki mojego ojca, którego nie ma już z nami od zeszłego roku… Są  ozdoby – upominki od naszych przyjaciół oraz kolegów i koleżanek z dawnych miejsc pracy. Są dwa cudowne prawdziwe, pachnące pierniki- koniki bujane, które podarowała mi w zeszłym roku koleżanka z działu… W końcu i bombeczki z ceramiki, z malunkiem do góry nogami, zakupione przeze mnie podczas pobytu na ukochanym Dolnym Śląsku… Jest wiele ozdób zachowanych już tylko w pamięci, którym kruchość nie pozwoliła doczekać obecnych czasów.

Stroję więc moją choinkę w lekkiej zadumie, ale z wdzięcznością za obecność ludzi, którzy towarzyszą mojemu życiu, za te wszystkie dobre chwile. Podziwiam blask świątecznego drzewka, ciesząc się z nadchodzących świąt i życząc Wam i sobie wielu radosnych spotkań z bliskimi.

„(…)

O choinko, o choinko,
Bardzo mi się podobasz!
Jak często w czas świąteczny
Takie drzewko jak ty radowało mnie!
O choinko, o choinko,
Bardzo mi się podobasz!

O choinko, o choinko,
Twój strój chce mnie czegoś nauczyć
Nadziei i wytrwałości
Co dodaje mi zawsze odwagi i siły!
O choinko, o choinko,
Twój strój chce mnie czegoś nauczyć”

(O, Tannebaum, 1834)

Wesołych Świąt!

Autor: Agnieszka Młynarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.